W Riobambie okazalo sie, ze zaden pociag stamtad nie jedzie. Jest owszem stacja kolejowa, ale organizuja tylko wycieczki turystyczne w taki sposob, ze wioza cie busem do Alausi (ok 1,5h drogi) i stamtad jedzie sie pociagiem do Sibambe i z powrotem, a nastepnie bus zabiera cie znow do Riobamby. Taka wycieczka kosztuje $20 (czyli 10 obiadow, 4 noclegi albo 20l paliwa), to chyba troche przesada. Po drugie nie potrzebowalismy wracac do Riobambe. Postanowilismy wiec nastepnego dnia pojechac na wlasna reke do Alausi i stamtad zrobic sobie wycieczke pociagiem.
Riobamba jest kompletnie nieinteresujaca, ale przyznaje, ze przeszlismy niewielka czesc miasta (w poszukiwaniu sniadania).
A propos sniadania, to kilka informacji kulinarnych: codziennie jemy to samo sniadanie (prawie zawsze w tej kolejnosci) - mleko z kawa rozpuszczalna, bulke z bialym serem, jajko (w roznej formie) i sok. Takie sniadanie kosztuje $1,5-2 i jego najlepsza czescia jest sok. A to dlatego, ze soki sie tu pije naturalne, swiezo wyciskane z owocow, czesto nawet bez dodatku wody! Pilismy juz rozne soki z mniej i bardziej dziwnych owocow, ale najlepszy wg mnie jest z...pomidorow! Nie wiem co to za pomidory i jak oni robia ten sok, ale smakuje cos jakby truskawki. Soki mozna tez kupowac na ulicy, swiezo wyciskane za ok. $1, cos czuje ze jak sie przyzwyczaje, to pod tym wzgledem to powrot do Polski bedzie ciezkim przezyciem ;) poza tym jedzenie jemy raczej marne, choc czasem zdarzaja sie np. krewetki z warzywami - ale to trzeba znalezc chinczyka ;) Zupy sa tu paskudne i plywaja w nich dziwne rzeczy i cale ziemniaki albo polowki bananow. No i do wszystkiego dodaja ryz, czesto i ryz i frytki na jednym talerzu.